14 marca 2018

Wiązowska Piątka


Wiązowska Piątka

Czy jest sens brania udziału w zorganizowanych masowych biegach, jeśli z góry wiemy, że jest to bieg o marchewkę, że zajmiemy miejsce milion pięćsetne? Ja powiem - jest. Wiązowska Piątka jeden z najlepszych jak nie najlepszy bieg towarzyszący. 

Medal Wiązowska Piątka 2018
Medal Wiązowska Piątka 2018

Po co i dlaczego?

Na wielu biegach można spotkać różne grupy biegaczy, jedni biegną, bo ich czas goni, inni chcą stanąć na podium, jeszcze inni pobiegać dla siebie. Byłam chyba we wszystkich tych grupach. Biegałam za najlepszą życiówka, starałam się o podium w kategorii wiekowej, biegałam na zawodach, aby poplotkować, teraz biegam najszybciej jak umiem, aby zgubić zbędne kilogramy. Biegać można wszędzie, nie trzeba jechać do innego miasta, ale można.
Wiązowna jest bardzo blisko Warszawy, można tam dojechać komunikacją miejską. Ja oczywiście ze względów logistycznych wybrałam samochód, czas jazdy spod domu w Warszawie to 20 minut, czasem na biegi Warszawskie jedzie się dłużej.

Życie pisze rozkład jazdy.

Oczywiście prawie wszystko miało wyglądać inaczej w moich założeniach. Jak się zapisywałam, to nawet nie podejrzewałem, że będzie tak zimno. Bo cały tydzień poprzedzającym start w Wiązownie był bardzo zimny. W planach był również start dzień wcześniej w Sulejówku w biegu o Złotą Podkowę Kasztanki Marszałka. Dystans 3 kilometry to taka mała rozgrzewka miała być. Jak się skończyło? Z piątku na sobotę miałam nockę w pracy, po nocy pobiec 3 kilometry to jeszcze wykonalne. Tak na luzie, tak dla siebie. Jednak organizm się zbuntował i powiedział nie. Nauczona, nie dyskutowałam. Trochę szkoda, bo chciała, bo nigdy nie brałam udziału w tym biegu, bo lubię Sulejówek gdyż tam chodziłam do Liceum, ale za rok też będzie szansa. Na spokojnie w domu odespałam nockę i miałam czas na dom, a w między czasie oglądanie halowych mistrzostw świata w Lekkiej Atletyce. Spać poszłam standardowo jak na mnie, czyli około dwunastej. Trenerzy powtarzają, że regeneracja jest ważna, że trzeba się wysypiać, ale to życie pisze plan.
Wiązowska Piątka
Rozgrzewka

Niedziela 04.03.2018

Budzik, proszek i się szykujemy. Po godzinie od proszka śniadanie wg aktualnej diety, czyli bez pieczywa. Po śniadaniu do samochodu i kierunek Wiązowna. GPS ustawiony, ruszamy. Na miejscu byłam sporo wcześniej, czyli przed godziną dziesiątą. Miałam czas, aby na spokojnie ogarnąć małą i odebrać pakiet. Gdy już pakiet odebrałam poszliśmy na mały spacer. Podczas spaceru świeciło słońce, było w miarę ciepło. Zaczęłam się zastanawiać czy nie zaciepło się ubrałam. Miała na sobie długie ciepłe leginsy na to "dupochron”, czyli spodniczkę PolkaSportt, góra też podwójna, czyli długi rękaw, a na nim krótki i dodatkowo kurtka. Czas leciał. Odprowadziłam małą i babcię pod szkołę, a ja wróciła, aby się trochę rozgrzać. Ja się troszkę rozgrzałam i wybiła godzina 12. W samo południe wystartował półmaraton. Ja byłam około 800 metrów od startu. Miałam okazję pokibicować innym. Gdy wszyscy już przebiegli oddałam kurtkę i pobiegłam na start. W między czasie słońce się schowało i już nie myślałam o pozbywaniu się którejś z biegowych warstw odzieży. Orzełek nie jestem, chwilę mi się zejdzie z dystansem 5 kilometrów.
Wiązowska Piątka
Kibicowanie to też dobra zabawa


Start.

Gdy dobiegłam na start, trwało już ustawianie się. Choć biegłam od czoła to okrążyłam wszystkich i grzecznie ustawiam się na końcu. Ja nie blokuje innych i nikt nie musi patrzeć jak mnie minąć, aby powalczyć o lepszy czas. W biegu na 5 kilometrów udział brało też kilka znajomych osób. Najbliżej mnie znalazła się Karolina Karorun z Rembertów Team. 

Wiązowska Piątka
Start fot. Fotomaraton.pl


12:15

Piętnaście minut po dłuższym dystansie wystartowaliśmy my. Pierwszy kilometr poszedł łatwo. Nawet ja wyprzedzałam, a to już coś innego. Na kolejnych kilometrach dawałam z siebie wszystko. Widać to po wykresie tętna (wykres na samym dole), ale to jeszcze nie ta forma. Trasa biegu to 2,5 kilometra i powrót. Nic nadzwyczajnego, bez żadnych podbiegów w stylu Agrykoli. Na metę wbiegłam z czasem 33:31 czyli (patrząc wyłącznie od strony matematycznej) zwycięzca biegu na 5 kilometrów pokonałby tą trasę 2 razy i tak był by szybciej. Jednak Ja jestem zadowolona, ruszyłam się z domu, pobiegłam i ze znajomymi się spotkała.
Wiązowska Piątka
Pierwszy kilometr z Karoliną

Wiązowska Piątka
W Biegu fot. Fotomaraton.pl

Wiązowska Piątka
500 metrów do mety
Wiązowska Piątka
W Biegu fot. Marysia Szydłowska Fotografia 
Wiązowska Piątka
Meta fot. fotomaraton.pl


Kilka słów o organizacji.

Nie wiem, jakie to wyglądało na trasie półmaratonu, ale na piątkę nie nożna narzekać. Organizacyjnie wszystko super. Wchodzę do szkoły odbieram pakiet, wszystko 5 minut. W pakiecie koszulka, buff, numer i inne dodatki zapakowane w worek. Trasa, start i meta wszytko ok. Bieg na dystansie 5 kilometrów nie był piątym kołem u wozu przy półmaratonie. Niestety na wielu biegach, bieg towarzyszący, krótszy przy pół czy maratonie jest traktowany dużo gorzej przez organizatora. Zawodnicy tłoczą się w strefie mety, bo mało wolontariuszy, mało miejsca, bo półmaraton ważniejszy, tak NIE BYŁO w Wiązownie. W Wiązownie w biegu na 5 kilometrów było wszystko Ok. Jak się uda to za rok też tu pobiegnę.

Wiązowska Piątka
Wykres tętna z Polar Flow


1 komentarz:

  1. Super materiał naprawdę przyjemnie się to czyta a osoby które zaczynają swoje bieganie mogą od się Ciebie nakręcić bo cały czas kipisz entuzjazmem :) - super materiał o m400 tak na ciebie wpadłem, zrób materiał o m430 w oparciu doświadczenia z 400 byłby bardzo pożądany teraz w sieci bo większość tego co wyszło to drętwe wpisy robione na zamówienie !
    ps. wynik biegu całkiem normalny - odnoszenie tego do czasówki która pykną jakiś chłopiec ważący 57 kg razem z asicsami i biegający kilometr w okolicach 3.20 nie ma sensu jeśli ktoś tak ja Ty czerpie radość z biegania tak po prostu :) Jak zaczynałem biegać w 94r a kiedy bieganie nie bylo modne, to pomiar czasu polegał na tym ze zerkałem na budzik w domu i potem jak wracałem :)Dopiero na studiach 2000r zapisałem sie do AZSu i wysłali mnie na zawody dla studentów 1 roku był bieg na 1km wykręciłem wtedy czas 2:46 biegnąc w zwykłych butach sportowych bez kolców pierwszy raz życiu po tartanie wcześniej tylko chodniki 6 lat - bylem raczej rozczarowany, nie 3 miejscem ale tym że za ostrożnie pobiegłem. Sadze ze jednego gościa ze stawki pewnie bym łykną gdyby było jeszcze ze 100m bo widziałem ze zaczyna biegać na boki czyli sypała się mu wydolność a ja czułem ze jeszcze bym pociągną tym maxem do zakrętu zanim bym sie sam posypał. To jest właśnie ta cześć w bieganiu która się nazywa doświadczenie - ja go nie posiadałem . Wyprzedziłem wtedy wiele chudzinek w koszulinkach na ramionkach w kolcach z numerkami z poprzednich biegów i zawodów które niczym paski na walizkach z egzotycznych wojaży miały im dodawać mocy i budzić respekt u rywali :) Jeszcze przez 5 lat do 2005 r nie mierzyłem czasów w trakcie biegu po prostu biegłem na granicy wydolności zawsze i to był mój kierunek zawsze na maxa :) Gdyby nie te zawody pewnie nigdy bym nie zmierzył sobie potwierdzonego czasu na dystansie 1 km a tak wiem ze kiedyś biegałem bardzo szybko a ważyłem 79 kg przy 184cm wiec normalnie :) M400 to będzie mój drugi zegarem w życiu z pulsometrem - trudno mi zarzucić nadmierne gadżeciarstwo :)

    OdpowiedzUsuń