01 marca 2018

Trening biegowy Nike+ Run Club

NRC

Wiele razy chciałam opisać, czym są treningi Nike+ Run Club. Zawsze było jednak coś innego. Po ostatnich wydarzeniach muszę napisać kilka słów o NRC. Trochę pod wpływem emocji trochę na spokojnie.


Dawno, dawno temu.

Tu trzeba się cofnąć mocno wstecz do roku 2015. Opowieść moją o NRC zacznę od 28 lutego 2015. Pierwszy raz odwiedzam sklep ForPro przy ulicy Myśliwieckiej z okazji treningów "Babski Weekend". Tłumy dziewczyn czekające w kolejce, aby zapisać się na trening, na treningach ograniczona ilość miejsc. Mi się udało. Kilka dni później w niedzielę odbywa się trening. Gwiazdą treningu była Anna Lewandowska i to z jej powodu się zapisała na trening. Wiadomo, Ja szaraczek nie wiem, co i jak a tu gwiazda prowadzi trening. Przy treningu pomagał też jakiś Pan. Oczywiście abym nie zapomniałam to zapisała sobie imię i nazwisko. Ten Pan to Kuba Wiśniewski.





Marka Nike towarzyszyła mi od bardzo dawna, nawet przed moim etapem sportowym bliżej mi było do łyżwy niż do innych. Dlaczego? Nie wiem, po prostu Nike lepiej na mnie leżał.

Czas leciał.

Czas leciał, a Ja trenowałam, biegłam i coraz więcej widziałam o Warszawskim świecie biegów i treningów.
Pojawiły się treningi fitness, odbywały się zazwyczaj pod sklepem Biegacza lub ForPro, pojawiły się treningi biegowe z naciskiem na technikę biegu prowadzone przez Fizjioperfekt i Dominika.

Zaczęłam chodzić na treningi, poznawać ludzi i wiedzieć więcej.
W okolicach czerwca 2015 trafiłam na trening Nike+ Free Run. Tu również udział brała Anna Lewandowska, a ja byłam w jej grupie. W tej samej grupie był też pomocnikiem Dominik (biegnąc przez Warszawę z megafonem wołał "lepsza ja"). Po części biegowej była część rekreacyjna w Arkadach Kubickiego gdzie czekał Kuba.




W między czasie były biegi np. On the run gdzie pakiety odbierało się w ForPro czy Warsaw Track Cup prowadzony m.in. przez Kubę 

Pojawił się też kolejny cykliczny trening zorganizowany przez ForPro, prowadzony przez zawodników klubu Warszawiaky. Oczywiście chodziłam i biegałam jak szalona. Biegaliśmy po Agrykoli i wzdłuż kanałku. Treningi przewidziane były do wakacji. Później nieoficjalnie trochę się przeciągnęły. Na samym koniec wakacji 2015 był fantastyczny event mianowicie Warsaw Speed Street organizowany przez Nike. Ten event wspominam, jako najlepszy i długo go będę pamiętać. Dzień wcześniej, czyli 29 sierpnia odbył się mini event "Tak Szybka" prowadzony przez Dominika. 





Treningi Nike+ Run Club

Pod koniec wakacji również pojawiła się informacja o treningu biegowy pod sklepem Biegacza na Powiślu, ja jednak byłam już zapisana na trening fitness w tym samym miejscu. To był trening, po którym ruszyły treningi cykliczne. W pierwszym miesiącu treningów nie byłam stałym bywalcem, bo praca, bo grafik, bo inne zajęcia. Na pierwszym oficjalnym treningu nie byłam. Mój pierwszy trening Nike+ Run Club odbył się w 17.09.2015



To, co zobaczyłam zrobiło na mnie wrażenie i tak mi się spodobało, że porzuciłam wszystko inne i był tylko NRC (jak czas pozwalał to jeszcze NTC). Różne grupy tempowe, dostosowane do poziomu uczestników, w każdej grupie Pacer, 3 trenerów, zdjęcia z treningów, depozyt, poczęstunek czy napój. Różne rodzaje treningów Ready set go run, hit and run, home run, local run, speed run, long run.
Największym minusem była walka o miejsce na treningu, czyli wyczekiwanie zapisów i szybko na stronę www.nike.com/warsaw aby starczyło miejsca. Zwłaszcza na treningi specjalnie jak ten z rejsem po Wiśle czy bałwanem Olafem. Bodajże po pierwszym kwartale treningów dostałam prezent za frekwencje. Choć nikt nie wiedział, że takowe będą. Ja chodziłam dla siebie, nikomu nie musiałam udowadniać czy liczyć treningów. Ja po prostu chodziłam, a na jednym z treningów dostałam prezent. Jeśli mowa o prezentach to nie ten był najważniejszy, najważniejszy prezent, jaki dostałam to koszulka runnera. To było gigantyczne wyróżnienie, zwykła koszulka z napisem runner. Zapraszałam wielu znajomych, bo naprawdę według mnie było warto. Treningi, eventy czy wspólne biegi jak Praska Dycha to wszystko łączyło. W pewnym momencie na moim FP było coś, trening NRC, trening NRC, Bieg i tak w kółko. Setki zdjęć, miliony wspomnień. Wszystkie te treningi i spotkania scalały grupę. Trener Kuba był jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o mojej ciąży. Ciąża nie przeszkadzała mi w treningach, choć bardziej to było przychodzenie, aby się poruszać, bo o trenowaniu nie było mowy. Na miesiąc przed porodem byłam chyba na ostatnim treningu, jako uczestnik. Na dwa dni przed porodem byłam na treningu, jako kibic. Po porodzie na chwilę rozstałam się z NRC. Od wakacji 2017 zaczęłam wracać do NRC. Niestety nieregularnie i bardzo rzadko, bo czas nie pozwalał.





Teraźniejszość

W poprzednim wpisie napisałam o poukładaniu wszystkiego, wg. moich założeń i planów na regularne treningi NRC miałam wrócić po Półmaratonie Warszawskim. Jednak z miesiąca na miesiąc frekwencja się zwiększała. 21 lutego byłam na treningu, normalny speed na skrze. Nic nie zapowiadało tego, co się stało. W poniedziałek skończyłam czytać książkę Sztuka zwycięstwa. Wspomnienia twórcy NIKE. We wtorek Przeglądając Instagrama natrafiłam na wpis trenera Kuby
"W środę 28.02 odbędzie się ostatni trening Nike+ Run Club w Warszawie" - szok i niedowierzanie. Trener czasem żartował, pomyślałam, że to żart. Poszłam spać. Rano w środę podobne wpisy zobaczyłam u innych. Zaczęłam sprawdzać, strona Nike, grafiki zajęć w innych krajach. O kurczę wszystko wskazuje, że to nie żart. W środę 28.02.2018 o 19.04 ostatni trening Nike+ Run Club a Ja na 20 do pracy. Szybko telefon i próby zamiany, zwolnienia etc. Niestety koniec miesiąca muszę być w pracy. Na treningu nie będę :-( Na insta co chwila ktoś wrzuca post o ostatnim treningu. Pomysł. Na treningu nie będę, ale mogę być wcześniej. Pojechałam na 15 minut po prostu, aby być. Aby podziękować trenerom i pacerom za wspólne treningi i mile spędzony czas. Za wiedzę, jaką nam przekazali i za to, że byli. Bez prezentów, bo największym prezentem jest uścisk dłoni, przytulenie. Łzy się w oku kręciły.

Trening w ciąży // fot. Nike
Dwa dni przed porodem



Rozdział zamknięty.

Jak się dowiedziałam to najpierw myślałam, że żart i nie wierzyłam. Później złość i żal, czułam się jak wprowadzona na pustynię i pozostawiona. Teraz smutek jest, ale cała masa pozytywnych wspomnień, dużo wiedzy i umiejętności, za które trzeba dziękować. Bo tak naprawdę to nie jest meta. Pewien rozdział się zakończył, a my bogaci o nowe doświadczenia piszemy kolejny. Na pewno jeszcze nie jedno się wydarzy i przeżyjemy wspólne mile chwile. Bo jak przeszłość pokazała, aby było coś nowego musi zakończyć się coś poprzedniego. Osoby znamy, one nie odchodzą, ludzie zostają. 

Przed ostatnim treningiem 
Przed ostatnim treningiem


Przed ostatnim treningiem


Trzeba być sobą.

Trzeba być sobą i robić to, w co się wierzy. Po drodze wiele się wydarzyło jak choćby to, że podczas rekrutacji do Asics Frontruner Polska wysłałam swoje zgłoszenie i bardzo dobrze, że nie zostałam frontrunerem, bo bym była nie właściwym człowiekiem na tym miejscu. Trzeba wierzyć w to, co się robi, a nie robić to na siłę. Jeśli od zawsze ciągnie mnie marka Nike, jeśli do nich chodzę na treningi i zawsze wracam, a w wolnej chwili czytam o tej marce to nie mogę z dnia na dzień zmienić poglądu. Czytam nie tylko o Nike, bo chcę wiedzieć dużo i robić dobrze to, co lubię. Mogę udawać, ale to nie ma sensu, a prawda zawsze wyjdzie. Jeśli już, (co nie jest w planach) miałabym sobie zrobić tatuaż to właśnie wybór padłby na logo Project Oregon i mimo zakończenia treningów to on by mi się podobał, na inny bym się nie zdecydowała. Przy okazji 12 półmaratonu Warszawskiego mierzyłam i myślałam nad zakupem adidas boost, co kupiłam? Kolejne Pegasusy.


Co dalej?

Choć początkowo po przeczytaniu o końcu NRC motywacja do biegania spadła do zera to już jest ok. Może nawet jest większa, aby pokazać trenerom i pacerom, że czegoś mnie nauczyli. Nie podam się w połowie drogi. Aktualnie będę biegać koło domu, zmiany grupy treningowej nie planuje. Będę czekać na informację o treningach czy okazjonalnych czy cyklicznych od Nike. Jak już moja forma podrośnie a nie będzie nic od Nike to pomyślę nad czymś, w sumie to już pomyślałam i w pierwszej kolejności sprawdzę treningi DD Running Team


Podsumowanie.

Nike+ Run Club to jest rodzina biegowa. Jest pewien smutek, ale jak pisałam wcześniej ludzie zostali. Nie ważne jak będzie się nazywało, czy to będzie Nike+ Run Club czy Epic Club czy Blue Ribbon. To ludzie tworzą klub.

Będzie brakowało treningów, ale "There is no finish line"

Dzięki

Let's Go!





*W tekście mogą wystąpić pewne błędy, ale naprawdę pisałam to z emocjami,

1 komentarz:

  1. cale szczęście ze nie brałaś adkow tylko pegazusy !!!!- sam bust jako materiał czy drop maja ok ale coś złego dzieje sie ostatnio z guma samej podeszwy właściwej firmy adidas tej która powinna byc wzmacniana a jednocześnie elastyczna - trialowe busty pękły wyobraź sobie na podeszwie w zgięciu !!! to jest skandal a do tego podczas sześciu miesięcy przygotowań do harpagana na 100km wiec buty były tylko noszone do treningu i do pudelka miały sie rozchodzić ale nie zmęczyć amortyzacji na pietach - wyobraź sobie ze mi reklamacji nie uwzględnili opisali to jako naturalny proces zużycia butów !

    OdpowiedzUsuń