01 lipca 2016

Biegnij Warszawo Nocą – 100 Lat Legia Warszawa


Jak się dowiedziałam, że ruszyły zapisy na ten bieg pomyślałam nie biegnę. I długo się tego trzymałam, aż dowiedziałam się, że ten bieg to będzie bieg na stulecie stołecznego klubu. Chwilę się jeszcze zastanawiałam, bo było to już, gdy wiedziałam, że nie mogę szybko biegać. Ostatecznie analizując wszystkie za i przeciw zapisałam się na bieg.

04.06.2016


Sobotnie ciepłe popołudnie idealny czas na bieg. Bieg rozpoczynał się wieczorem o godzinie 21:16, jednak przed biegiem był jeszcze marszobieg. Licząc się z możliwymi zamknięciami ulic wybrałam się na bieg troszkę wcześniej.  Dzięki przybyciu na miejsce wcześniej miałam okazję zobaczyć, co przygotował organizator.  Było duszno, ale na miejscu wśród biegaczy już panowała ta niesamowita atmosfera przedstartowa. Czas szybko mijał, do startu zostawało coraz mniej czasu. Udało mi się spotkać ze znajomymi i poznać nowych fantastycznych ludzi.

 


Na chwilę przed startem udałyśmy się z dziewczynami na start. Po znalezieniu wejścia do strefy startowej był czas jeszcze na ostatnie rozmowy i małą rozgrzewkę. Jak przed każdym meczem stołecznego klubu, tak i przed tym biegiem został odśpiewany Sen o Warszawie Czesława Niemena.

 


Wszyscy wystartowali.

Początek prosty i szeroki, jednak już za pierwszym zakrętem czyhała niespodzianka. Niespodzianką tą był podbieg Agrykolą. Cała masa treningów i biegania po górkach zrobiła swoje, bo dla mnie nie było problemu, choć w najlepszej formie biegowej nie jestem. Kolejne kilometry prowadziły nas przez centrum miasta, następnie przez most.  Wzdłuż trasy było bardzo dużo kibiców mniej i bardziej znanych, ale dzięki kibicom biegnie się znacznie lepiej. Za mostem biegliśmy koło stadionu narodowego, dobiegając do stadionu widać było fajerwerki. Za stadionem powrót na lewą stronę Wisły i kilka kilometrów do mety.  Na kilkadziesiąt metrów przed metą było bardzo dużo kibiców. Byli bębniarze jak na stadionie zagrzewający do sprintu przed metą, ale był też jeden specjalny kibic. Dla mnie jeden z najważniejszych, mianowicie mój trener Kuba. Jak go zobaczyłam i usłyszałam od razu dostałam dodatkowej siły i energii.


Na mecie znalazłam się po ponad godzinie biegu, a dokładnie 01:03:16, od rekordu życiowego daleko, ale tyle mogłam pobiec. Ja jestem zadowolona.

 

 
 


 



Po biegu było jeszcze kilka minut rozmowy z znajomymi i trenerami, a później powrót do domu. Życiówki nie zrobiłam, ale byłam aktywna, bawiłam się świetnie i poznałam nowe fantastyczne osoby.

Już teraz wiem, że w dziennym Biegnij Warszawo w 2016 roku na pewno nie wystartuję, ale ten będę wspominać miło .

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz