11 stycznia 2016

XIII Zimowe Biegi Górskie 2016 - runda 1

Drugiego stycznia odbyła się pierwsza runda Zimowych Biegów Górskich w Falenicy. Jako, że jednym z głównych moich wyzwań na ten rok jest start w biegu Rzeźniczek staram się częściej trenować siłę, nie mogłam więc odpuścić startu w Falenicy. Mimo, że bez medalu, ale z wywrotką bieg mi się podobał.
Trasa biegu / foto ze strony organizatora


Po pierwszym stycznia i biegu Noworocznym, przyszedł drugi, a Ja ponownie na zawodach. W prawdzie Falenica od początku miała być treningowo, jednak cała startowa adrenalina nie pozwala aby tak po prostu się przebiec. Trasę po wydmie znam bo czasem tu trenuję, zaskoczyła mnie pogoda. Panował dość spory mróz, termometr wskazywał - 12 stopni,bieg odbywa się w lesie to i trochę mniej słońca. Zaskoczyło mnie jeszcze jedno, na biegach miejskich "asfaltowych" znam sporo osób, a tu jak by inni biegacze.
Jeszcze przed biegiem.

Podczas zapisów trzeba było określić na którym dystansie będziemy startować. Ja tak na szybko kierując się tym że ma być to tylko trening zapisałam się na na najkrótszy dystans czyli jedna pętla 3,3 kilometra. Teraz troszkę żałuję, że nie na dwie pętle.
Stawiłam się na miejscu na chwilę przed startem. Biegaczy było dość dużo, zwłaszcza odczuwało się to w trochę ciasnym biurze zawodów. Jednak nie narzekając udałam się w stronę startu. Trochę się porozgrzewałam, trochę potruchtałam i trzeba było już ustawiać się do startu.
Falenickie górki

Na miejscu jeszcze chwilę porozmawiałam o biegu Noworocznym z osobą, która widziała mnie w tv i wystartowaliśmy.
Początek zgodnie z planem tzn pod górę i z adrenalina. Chciałam pobiec trochę szybciej i za drugim wzniesieniem troszkę przedobrzyłam.W miejscu, w którym promienie słońca biły bardzo po oczach.  zahaczyłam o wystający korzeń i po chwili oglądałam leśną ściółkę z bliska :-) Podniosłam się i biegłam dalej.
Zbieg z górki.

Zbieg z górki.

Z trochę bolącym kolanem i bardziej zapobiegawczo do mety. Do mety dotarłam z czasem (oficjalny) 00:18:12. Gdyby nie upadek i stracony czas na podniesienie się, ponowny start było by troszkę lepiej
Po powrocie do domu kolano już prawie nie bolało, a w internecie pojawiły się oficjalne wyniki. Byłam w delikatnym szoku, mimo że start mi nie do końca wyszedł przez ten upadek to wyniki było bardzo dobre.
Już niedługo kolejna runda Falenickich górek, zobaczymy co będzie dalej :-)
Na chwilę przed metą.

I jest meta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz