25 listopada 2015

8 Praska Dycha

Niedziela 15.11.2015
To mój drugi bieg w jednym tygodniu. To już jest hardcore dla organizmu, a jeszcze pomiędzy biegami dwa treningi biegowe NRC oraz jeden fitness NTC. Pełna aktywność i to na 100%.



Wszystko jak zwykle zaczyna się rano od pobudki śniadania i wyjazdu. Tu bez większych niespodzianek i problemów. Park Skaryszewski jest mi znany, tu biegałam na parkrunie oraz tu odbywały się też biegi m.in. Bieg Noworoczny (kolejnej edycji już nie mogę się doczekać) oraz bieg Tropem Wilczym. W biurze zawodów byłam wcześniej. Bez problemu odebrałam pakiet (tzn numer startowy, chip i ulotki) i miałam czas na trochę plotek i fotek. 





Pakiet jak wspomniałam nie był bardzo rozbudowany, ale posiadał najważniejsze elementy, a nie wspomniałam wcześniej bieg był za darmo. Darmowy bieg z profesjonalnym pomiarem czasu nie bywa często to i trzysta pakietów rozeszło się bardzo szybko. W internecie nawet pojawiła się informacja że nie będzie koszulek i medali. Medal fajna pamiątka, ale frajda z biegu też się liczy. Jednak idąc w kierunku biura zawodów przy mecie zauważyłam coś. To coś to wieszak, taki duży wieszak na medale widywany na biegach,a to dało mi do myślenia. Miało nie być medali to po co im ten wieszak. Przy biurze była przebieralnia i depozyt.


Nie było jakoś bardzo ciepło to po chwili plotek zaczęłam się rozgrzewać. Trochę dookoła pobiegłam i tu nagle słyszę, że już dzielimy się na grupy. Ja biegłam już drugi raz w jednym tygodniu na 50 minut. Nasza grupa miała dwie pacerki, które miały nam pomóc. Wraz z moją grupą ruszyłam na start. W drodze na linię startu była jeszcze rozgrzewka i rozciąganie.
Bieg miał trochę inną formułę, mianowicie byliśmy podzieleni na strefy startowe (jak w wielu innych biegach), ale zazwyczaj startują najszybsze osoby najpierw a później po kolei do najwolniejszych. A na Praskiej Dyszce niespodzianka najpierw najwolniejsze a później w odpowiednich odstępach czasu coraz szybsze osoby. Zamysł był chyba taki aby wszyscy wpadli na metę razem.



Jedni już biegli inni się ustawiali na starcie, a jeszcze inni dopiero się rozgrzewali. W końcu przyszedł czas na mnie. Ustawiłam się na starcie, sędzia podniósł pistolet do góry i start. Zapomniałam jak nudne jest bieganie po pętli a tu było do zrobienia ich 5 i dwie trzecie. Jednak biegło się dobrze, cały czas biegłam w pierwszej linii z moimi zającami. Jedno kółko, drugie kółko itd w między czasie pojawiały się osoby z naszej grupy, które nas wyprzedzały ale tylko po to aby za chwilę się schować z tyłu. 




Spokojny bieg trwał do 3 okrążenia. Tu niestety nie wytrzymałam. Poczułam zmęczenie i zwolniłam z czoła grupy przesunęłam się na koniec, osoby biegnące z tyłu zaczęły równać do prowadzących. Ja co raz bardziej traciłam, nie miałam siły. Na szczęście dogonił mnie Piotrek PiotroBiegacz z szybszej grupy i trochę ze mną pobiegł i zmotywował do walki.
Finisz przekroczyłam za grupą, niestety się nie udało złamać 50 minut. Czas na mecie to 00:51.40.

Medal zakłada sam Mistrz

A tak wyglądam, jak daje z siebie wszystko.

Mówi się trudno będzie o co walczyć w przyszłym sezonie. Ten bieg zamknęłam z nową życiówka. Czas z biegu Niepodległości został pobity, niedużo ale zawsze.
Po biegu tak jak podejrzewałam dostaliśmy medale, te których nie było ;-) Następnie kilka fotek trochę plotek i ciepła herbata (do wyboru z miodem lub z sokiem malinowym)
Bieg fantastyczny, super organizacja nic dodać, nic ująć.

REMBERTÓW TEAM



Foto Tomasz Kłosek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz