01 października 2015

37. PZU Maraton Warszawski

Czyli chcieć to móc. Czyli pierwszy maraton amatorki. 

Warszawa 27.09.2015 - Maraton Warszawski

Maraton zaczynał się w piątek od Expo i trwał cały weekend. Było wszystko expo, zakupy, odbiór pakietów, bieganie, wykłady a przede wszystkim mój udział w maratonie. Teraz już wiem, że mogę wszystko, tylko odpowiednio dużo muszę pracy włożyć.  Nie wszystko poszło tak jak planowałam, ale osiągnięty sukces wynagradza wszystko.
Medal 37. PZU Maraton Warszawski 2015


Dla mnie maraton zaczął się dużo wcześniej. Był to mój debiut na takim dystansie. Był stres, nerwy, treningi i wszystko aby jak najlepiej się przygotować. 
Były pytania które kierowałam sama do siebie typu
Po co? Dlaczego? 
 Kilka rad od znajomych i trenerów oraz wizyta w salonie fryzjerskim poprawiły mi nastrój i już byłam pewna, że pobiegnę i ukończę maraton. W głowie też miałam pewien czas, który chciałam osiągnąć, ale był to cel poboczny.

Każdy bieg zaczyna się od odbioru pakietu.


Nie inaczej było przy okazji maratonu, procedura dobrze znana. czyli rejestracja, opłata startowa (w moim przypadku 130zł) i oczekiwanie na odbiór. Odbiór pakietów na maraton był od piątku. To oczywiście Ja musiałam się pojawić w piątek :-)
Plan biegu
Z odbiorem poszło szybko, sprawnie i bez komplikacji. W pakiecie numer z chipem (tak jak lubię, denerwuje mnie jak po biegu muszę walczyć żeby odczepić chip od sznurówki), koszulka techniczna, gąbka, ciastka, żel energetyczny i informator a wszystko w mini plecaku.
Pakiet startowy

Następnie Expo. Kilku wystawców, tematyka oczywiście związana z bieganiem. Mnie szczególnie zainteresowało stoisko Forpro gdzie kupiłam sobie skarpetki kompresyjne (ale nie miałam odwagi ich sprawdzić na maratonie), stoisko ALE, tu kupiłam sobie sprawdzone żele i magnezy (lepiej nie eksperymentować na biegu z nowościami,  lepiej używać zaufanych produktów, a tym bardziej na maratonie), odwiedziłam też stoisko Polar'a oraz maratonu Łódzkiego. Na stoisku Polara popatrzyłam na nowe kolory zegarka, którego używam i mogę polecić każdemu mianowicie M400. Teraz się zastanawiam nad zakupem sensora do butów. Odwiedziłam jeszcze jedno stoisko, punkt w którym stały bieżnie :-) postanowiłam, że ostatnie bieganie przed maratonem odbędzie się tu. Przebiegłam tylko 3 kilometry, ale za to w ramach akcji Podziel się kilometrem.
Podziel się kilometrem

W sobotę również odwiedziłam expo, ale tylko w drodze na wykłady Run BlogFest organizowane przez Polska Biega, w tym samym czasie odbywały się również wykłady o odżywianiu i bieganiu. W sobotę przyszło trochę więcej osób, gdyż oprócz wykładów i odbierania pakietów swoje maratony biegały już dzieci, Mali Bohaterowie Narodowego.
To my blogerzy :-)

Z Iloną The "F" Force

Ja, Paula, Piotrek i Kuba

Z najszybszą blogerką Kasią "Run The Wolrd"

Dla niektórych może się to wydać trochę szalone co zaraz napiszę, ale lubię expo i lubię tam przebywać gdyż spotykam wielu znajomych. Tych z którymi widuje się na co dzień, ale również tych którzy przyjechali na bieg z różnych rejonów Polski.

Wielki dzień, wielki bieg, mój maraton.


W niedzielę wstałam rano, wszystko już było prawie gotowe. Plan ułożony co do minuty. 
Śniadanie czyli cztery kromki maślanego chleba testowego z naturalnym dżemem, później ostatnia toaleta i wyjście do pociągu.
Wszystko czekało na mnie.
Tu niestety komplikacje stres i nerwy. Pociąg jak nigdy się nie spóźnił, a na dodatek przyjechał przed czasem czyli nie zdążałam. Szybkie myślenie co i jak dalej. Dojechałam autobusem na Saską Kępę gdzie miałam się przesiąść w następny, niestety tracąc cenne 15 minut nie doczekałam się autobusu (jak się później dowiedziałam, już nie jeździły bo jakiś maraton się odbywał), próbowałam zatrzymać taksówkę, zatrzymała się jedna, ale Pan nie chciał jechać w okolice Stadionu Narodowego. Przy RCK na skrzyżowaniu ulic Saska/ Zwycięzców zostawiłam wszystkie nie potrzebne rzeczy osobie towarzyszącej, założyłam numer i ruszyłam biegiem na start. Miałam około 20 minut i (jak się później okazało)2 kilometry. Biegłam, nie patrzyłam tylko biegłam, tu pozdrawiam Pana Policjanta, który kibicował :-). Dobiegłam na start o 8:50, zdążyłam pogadać z Tomkiem - jednym z moich trenerów z Projekt Warszawiaky, później spotkałam się z Karoliną Karorun, która swój bieg miała o 9:30, Karolina dała mi wskazówki, w których strefach stoją znajomi i ruszyłam na poszukiwania Kamila i Mateusza, z którymi miałam biec. Mateusz niestety nie miał już telefonu i mimo poszukiwań nie udało mi się go znaleźć. Znalazłam Kamila z Rembertów Team, z którym ustawiliśmy się w strefie 4:00

3. 2. 1. START


Gdy już czekałam na start w swojej strefie, rozległa się mi znana i bardzo bliska sercu melodia i wszyscy biegacze zaczęli śpiewać Sen o Warszawie Czesława Niemena

"Gdybyś ujrzeć chciał
nadwiślański świt,
już dziś wyruszaj ze mną tam.
Zobaczysz, jak przywita pięknie nas
warszawski dzień"

I ruszyliśmy oglądać jak przywita nas Warszawa.

Tak rozpoczął się mój maraton, mój królewski dystans, moje 42 kilometry i 195 metrów. Pierwszy mój maraton. 

Wystartowaliśmy spod stacji Warszawa Stadion, chwilę później mijaliśmy pozostałość jarmarku Europa i jakie było moje zdziwienie gdy kibicowali nam handlujący tam Wietnamczycy, biegnąc aleją Zieleniecką przypomniał mi się niedawno przebiegnięty półmaraton Praski, który z tego miejsca startował, na lewo park Skaryszewski, na prawo stadion narodowy.
Al. Zieleniecka, Z Kamilem pełni sił i energii - foto. Tomasz Kłosek
Pierwszy podbieg na około 3 kilometrze, wiadukt nad trasą Łazienkowską i tak opuściłam Saską Kępę i wkroczyłam na Gocław. I znów wspomnienie upalnego półmaratonu Praskiego, ale już nie było to tak rozgrzane blokowisko. Na Gocławiu znowu wspaniali kibice zagrzewający do biegu, dopiero 5 kilometr, ja świeża i pełna sił. Biegnę razem z Kamilem, jest wesoło a my się oszczędzamy na później. Biegniemy tempem 05:50 min/km. Trasa zawija na wał Miedzeszyński, długa płaska droga. Tu spotykamy inny rodzaj kibica, Pan siedzi w swoim samochodzie i zbulwersowany faktem zamknięcia ulicy nie szuka objazdu tylko przez otwartą szybę krzyczy do nas 
"nienawidzę was maratończycy  " 
a biegacze mu odpowiadają a my ciebie kochamy.
10 kilometrów mija, biegnę wg wcześniej ustalonego planu w tempie około 6.00 a dokładnie 05:54 min/km, nadal czuję się wyśmienicie. Trasa znowu wiedzie przy stadionie narodowym tu spotykam znajomych kibiców i małego Jasia, który dzielnie przebija piątki na szczęście,Jaś jest z tatą czyli Marcinem biegaczem z Rembertów Team, jest tu również Sara z RT.
Piątki z kibicami" - Foto. www.eswinoujscie.pl 

Jest uśmiech - foto. Marian Gawlikowski

Skręcamy w lewo na most Świętokrzyski i dalej w uliczkami Powiśla.
13 kilometr - Jest siła, jest moc, jest zabawa - Foto. Tomasz Kłosek
15 kilometr nadal jest dobrze, bieg na luzie tempo 05:54. Mijamy stołeczne centrum sportu przy ulicy Rozbrat i kolejnych kibiców w tym kolejną znajomą osobę - Paulę. Następnie wbiegamy do znanego mi z wielu treningów i biegów parku Agrykola i dalej prosto przez Łazienki Królewskie. Na 19 kilometrze wbiegamy na Wisłostradę czyli długa prawie prosta droga przed nami. 
21 kilometr czyli półmaraton. Tempo 05:56, czas na połówce 02:05:15. Biegnę bardzo na luzie, mogła bym śmiało przyspieszyć, ale nie wiem co będzie dalej to mój pierwszy maraton. Wiem też, że mam formę, aby pobiec połówkę na 1:50:00 bez problemu,ale biegniemy dalej. Wcześniej napisałam prawie płaska, Bo na 22 kilometrze wbiegamy do tunelu i tu jest troszkę w dół a na końcu tunelu troszkę w górę. Mijamy stare miasto i zamek królewski. Biegniemy prosto w kierunku północnej granicy Warszawy, docieramy do mostu Gdańskiego. Słyszę doping, słyszę swoje imię, rozglądam się a nie widzę kto i gdzie, dopiero Kamil mi pokazuje, że na moście są kibice. To fantastyczne koleżanki i koledzy ze wspólnych treningów "projekt Warszawiaky".
23 kilometr - oznak zmęczenia jeszcze nie ma :-) - Foto. Tomasz Kłosek

25 kilometr za mostem Gdańskim tempo 05:59, na przeciwnym pasie widzę znacznie szybszych biegaczy którzy są już na 34 kilometrze. Mijam 26 kilometr i jest pierwszy problem, silny ból w okolicach kostki. Boli, ale biegnę dalej. Długa prosta kończy się na 29 kilometrze, 10 kilometrów prostej pokonałam w ok godzinę, zdarzało mi się samochodem pokonywać ten sam odcinek znacznie dłużej. 
Docieramy do 30 kilometra który znajduje się przy parku Kępa Potocka  (to tu niedawno brałam udział w biegu Rotmistrza Pileckiego). Tempo 06:05, trzeba wcielić ułożony wcześniej plan w życie, czyli przyspieszyć do tempa ok 5:00, ale noga boli. Rozglądam się za tą ścianą o której wszyscy mówią, ale widzę tylko mega energetyczną kibickę. To Magda, jej fantastyczny doping dodaje skrzydeł. Z dopingiem biegnie się wspaniale, nawet zapominam o bólu
29 kilometr za mną - Foto. Marcin Pachowski / fb: Wybieganie Poranne

Trasy biegu znowu się stykają, po mojej lewej widzę maratończyków, którzy są na swoim 24 kilometrze. Ponownie docieram do mostu Gdańskiego, trasę oglądałam wcześniej i wiem co mnie czeka za chwilę.  Zaraz za mostem skręcamy w ulicę Sanguszki. Koszmar mnie dopada, na tym podbiegu, który ćwiczyłam przy okazji biegu Powstania Warszawskiego, jeszcze mocniej odczuwam ból nogi. Na szczęście był tu pomocny Marian, jego rady i doping pomogły. 
Już widzę ulicę Sanguszki - Foto. Marian Gawlikowski

35 kilometr już za podbiegiem tempo 6:12, niestety nie udało się wprowadzić planu przyspieszenia. Biegnę przez most Gdański i pierwszy raz na trasie przeszkadza mi wiatr. Czuję jak chce mnie zdmuchnąć z tego mostu. Nie dam się, próbuje przyspieszyć, ale nie mogę, bo noga boli i na dodatek zachciało mi się do toalety. Wbiegamy na Pragę, za 37 kilometrem skręcamy w ulicę Namysłowską. Jaka radość widzę toitoja. Zwykła rzecz, a jak cieszy. Po krótkiej przerwie ruszamy dalej, znacznie lepiej się czuję, ale noga mi dokucza. 
Przy kibicach zapominałam o bólu - Foto. Magda Młodożeniec

39 kilometr wypada kolo zoo. Mimo, że zgodnie z radami Bartka (warszawskibiegacz) jadłam żele, tu w 3 sekundy zrobiłam się głodna. Na lewo kibic z takim wielkim hamburgerem na prawo gofry z bitą śmietaną, budka z lodami i knajpa z zimnym piwem, zapachy roznoszą się w powietrzu. Nawet czułam zapach tej bitej śmietany na tym gofrze. Jakoś uciekam z miejsca pełnego pokus i docieram na 40 kilometr. Tempo 6:21, wiedziałam że z czasu poniżej 4:00:00 nici, teraz walka trwała aby na mecie być przed 4:30, a noga bolała coraz bardziej.
41 kilometr - jeszcze jakoś żyje - Foto. Artur Kaliś/ fb: Nie śpię, bo biegam - moja droga do ultra.

 Dobiegam do wiaduktu, który mijałam na 12 kilometrze, wiem że Meta już blisko. Kamil pokazuje mi tablicę 800 metrów. Za chwilę 600 metrów, nie mam siły przyspieszyć. Noga boli coraz bardziej. Nie mogę poddać się na koniec, kto jak nie ty powtarzam sobie, wbiegamy na teren stadionu, kibice na lewo i prawo.
Tak blisko, a tak daleko - Foto. Magda Bielec

Znajome twarze z Teamu Magda i Karolina (KaroRun) dopingują. Znajduję w sobie ostatnie siły i przyspieszam. Jest tunel, wbiegam na Narodowy. Już wiem że wygrałam ten maraton. Widzę linię mety, Kamil mocno przyspiesza i biegnie jak nowo narodzony, ja już biegnę pełną siłą, bardziej przyspieszyć nie mogę. Ręce w górę i jest Meta moja. 
Meta Maratonu Warszawskiego - Foto. Tomasz Kłosek

Udało się, jest, mój maraton, dałam rade. A pierwsze słowa na mecie to 
"nigdy więcej maratonu."
Chwila odpoczynku przy barierkach i na metę wpada Ania z RT. Trójka debiutantów z Rembertów Team wygrała z Maratonem.
Trójka debiutantów za linią mety - Foto. Tomasz Kłosek

Dostajemy medale, wodę, izotonik, kto co lubi. Idziemy dalej i następne niespodzianki, wspaniała peleryna przeciwdeszczowa, ścianka chwały, piwo, banany i zupa. Za zupę podziękowałam, a piwo w prawdzie bezalkoholowe, ale wypiłam w 5 minut. 
Z medalem - Foto. Tomasz Kłosek

10 minut regeneracji i trzeba ruszać dalej. 
Udałam się na after party dla blogerów  organizowane w ramach Run BlogFest. Koktajl ze świeżych warzyw i owoców, makaron i piwko, chwila odpoczynku i relaksu nad Wisłą. Spokojne rozmowy, wspaniałe towarzystwo czego chcieć więcej. Niestety błogie chwile przerwał dzwoniący telefon oznajmiający, że jest już po mnie transport. 
Przed after party - Foto. Tomasz Kłosek 
Tak powstają nasze koktajle, za blenderem RunEat

Po powrocie do domu, przebiegnięciu 42 kilometrów maratonu i 2 kilometrów na start czułam się na tyle dobrze, że poszłam na około kilometrowy spacer z psem. Na maratonie straciłam 2500 kalorii wg zegarka i wg wagi prawie 2 kilogramy. Na kolację zjadłam kebab XXL, już nie pamiętam kiedy jadłam takie jedzenie, ale miałam taką ochotę -  nie mogłam sobie odmówić.

A w poniedziałek rano na 12 godzin stojącej pracy, jest moc. 

Podsumowanie 

Mój pierwszy maraton przebiegłam w czasie 4:27:39 zajęłam 564 miejsce wśród kobiet 146 miejsce w K20 oraz 5 miejsca w klasyfikacji dodatkowej czyli w pierwszych mistrzostwach blogerek w maratonie. 
Organizacyjnie bez większych ale. Wszystko na 5 w szkolnej skali, brakowało tylko kubeczków na ostatnich punktach (ale jak to mówią kto ostatni przychodzi...) 




P. S. Zaraz po ukończeniu mówiłam nigdy więcej, dziś mówię może za rok bo trzeba powalczyć o lepsze miejsce wśród blogerek :-) 

P.S. Dwa lata temu myślałam jak przejechać przez Warszawę aby nie wpaść na blokadę związaną z maratonem, rok temu już ćwiczyłam, ale nie chciałam słyszeć o bieganiu, a teraz. Wszystko jest możliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz