12 września 2015

Warsaw Tarck Cup 2015

Nie chciało mi się. Padał deszcz. W pamięci miałam bieg na 1000 metrów w WTC na wiosnę. A może odpuścić?Trochę już nauczona aby nie rezygnować, przekonałam siebie że pojadę zobaczę co i jak.



Na zewnątrz padał deszcz czekałam do ostatniej chwili w końcu wyszłam i pojechałam. W drodze na start stojąc w korku i patrząc na zegarek zastawiałam się czy jest sens jechać bo się chyba spóźnię. Patrząc dalej na zegarek zdałam sobie sprawę że zapomniałam pulsometru. Wszystko na nie. 

Gdy dotarłam na miejsce, poszłam potwierdzić swoją obecność w biegu na 5000 metrów okazało się że jestem za późno. Za późno aby zapisać się do najwolniejszej grupy. Musze startować w drugiej turze. W głowie myśl co ja tu robię znowu dobiegnę ostatnia, Warsaw Track Cup tu biegają najszybsi. Ale trudno jestem to pobiegnę, pogoda się lepsza zrobiła, deszcz już nie padał. Czekając na swój bieg oglądałam pierwszą turę.
Zdjęcie z wiosennego biegu WTC - foto. Tomasz Kłosek

Wiosenny WTC - z Anią - foto. Tomasz Kłosek


Czas na mnie.

foto. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/ Running Creatives

Przyszedł czas kiedy prowadzący imprezę Kuba ogłosił że druga tura biegaczy na 5000 metrów ma się zbierać. W lekkich nerwach i z przerażeniem w oczach udałam się na start.  Zbiórka, parę słów od organizatora, pistolet w górę i pobiegli, a ja z nimi. Do zrobienia było dwanaście i pół okrążenia bieżni. Pierwsze, drugie, trzecie kółko - biegłam. Przy każdym okrążeniu rzut oka na zegar i palce sędziego które pokazywały ilość okrążeń do końca. Okrzyki kibiców niosły a i czasem usłyszałam swoje imię - dodawało to energii. Niestety byłam też dublowana to już troszkę gorzej działa. Na ostatniej prostej dałam z siebie wszystko udało mi się wyprzedzić jeszcze jedną osobę. Finalnie dobiegłam z czasem 24:36,80.
Mimo ze padnięta wiedziałam że dałam z siebie wszystko, biegu nie odpuściłam. Kuba przez mikrofon powtarzał nie bawcie się zegarkami czy telefonami, ja jednak na starcie uruchomiłam mojego Polara. Po biegu patrzę na czas a tu WOW. Jest życiówka na 5 kilometrów, złamałam barierę 25 minut. Do tego pokonałam swój rekord najszybszej mili. Jak to zobaczyłam od razu dostałam ekstra energii. Regeneracja w 2 minuty, mogła bym coś jeszcze pobiec. To jeszcze pamiątkowy medal i do domu.
foto. Tomasz Kłosek 
foto. Tomasz Kłosek 

foto. Tomasz Kłosek 

foto. Tomasz Kłosek 

foto. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/ Running Creatives
Ale tu medale są na końcu gdy wszyscy skończą, gdy wszystkie tury zakończą a organizatorzy podsumują wyniki 3 spotkań biegowych. To ja szybko wyskoczyła zrobić zakupy bo na drugi dzień na rano do pracy. Po zakupach wróciłam i kibicowałam innym. Sama wiem ile to dodaje energii to tez się starałam jak mogłam. I tak oglądałam biegi na 5000, 1500 i 1000 metrów,odbywał się tez bieg na 1 mile. Po tych biegach czas na najbardziej emocjonujący bieg czyli sztafeta 4x400. W tym biegu tez udział brało najwięcej mi znanych osób. Warto było zostać popatrzeć i pokrzyczeć. 
foto. Tomasz Kłosek 

foto. Tomasz Kłosek 

Po ostatnim biegu chciałam podejść do prowadzącego zawody Kuby i zapytać się czy długo jeszcze bo zimno, ciemno, późno a rano do pracy, ale on ciągle mówił do mikrofonu.
Nadszedł czas na medale i puchary dla najlepszych. Ja dalej marudziłam, że zimno, ciemno itd, ale wiedziałam że zaraz będzie medal i do domu. Wręczenie medali miało się jednak odbyć później a najpierw dekoracja najlepszych,  to ja dalej marudziłam. Najlepsze kobiety, najlepsi mężczyźni, a później kobiety w kategoriach wiekowych.

I słyszę z głośnika.

Przyznam szczerze mało zainteresowana byłam, a tu słyszę z głośnika miejsce 3 w kategorii K-2 Natalia Kielak, myślę sobie o biegła jeszcze jedna Natalia Kielak - ciekawe kto to. Sekunda później Rembertów Team. Ciężki szok bo to chyba o mnie chodzi Następnie słyszę Kubę z głośnika jak mówi żebym nie udawała zdziwionej i coś o trwałej (żadnej trwałej na głowie nie miałam :-P) co się działo chwilę później nie pamiętam, ale bardzo zwolnił mi puls. Zostałam do końca i po rozdaniu udałam się do domu.
foto. Tomasz Kłosek 

Słowo o organizacji i zawodach Warsaw Track Cup. Po wiosennym starcie na 1000 i 1500 metrów powiedziałam nigdy więcej. Zdanie zmieniam, jak się uda to w 2016 roku pojawię się ponownie na tej imprezie, ale lepiej się przygotuje do biegu na 1000 metrów. Organizator i cała organizacja na medal. Było wszystko to co powinno być, a start w pojedynczym biegu kosztował około 20 zł. Bieżnia dla nas, pomiar czasu, woda i wesoły prowadzący imprezę. Czego chcieć więcej.

Co ten bieg mi dał.
- Nowe życiówki
- plus 1000 punktów do motywacji
- kolejna nauczka nie odpuszczam, walczyć do końca.
- po nie całym roku biegania stanęłam na podium (i to legalnie), może bardziej fartem niż dzięki super czasom, ale jak widać każdy może.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz